Superpuchar Hiszpanii (1)

   Za nami emocjonujące spotkanie w pierwszym meczu o Superpuchar Hiszpanii pomiędzy Barceloną a Realem Madrid. Przed nami kolejne 90 minut, tym razem na Santiago Bernabeu. Ale, ale. 
   Swego czasu Mourinho powiedział, że na Camp Nou nie można wygrać. Coś w tym jest. Ilekroć patrzę na grę barcelonki, jestem w szoku. To nie ma nic wspólnego z piłką nożną, z duchem fair play. Przy każdym, nawet najmniejszym kontakcie z przeciwnikiem padają na murawę niczym rażeni piorunem. Tarzają się wykrzywiając twarze - trenują przed rolą w horrorze? - po czym, gdy przeciwnik zostanie ukarany, nagle wstają bez niczyjej pomocy i kontynuują grę. Cud. I tak za każdym razem. 
   Dzisiaj było podobnie. Faul na zawodniku Królewskich? - Nie! - sam się potknął. Faul na zawodniku farsy? - Kartka! - i najlepiej dożywotni zakaz grania w piłkę. Hipokryzja. Poza tym nie brakowało zwodów, strzałów i serii podań, które może nie zawsze, ale znajdowały swojego adresata. Jednak za prawdziwą perełkę meczu - przynajmniej w moim odczuciu - uchodzi "parada" bramkarza Valdesa. Takiego popisu nie widziałam już dawno. Po raz ostatni chyba pana Greena, goalkeepera Anglików. Ale wpuścił szmatę. Podobnie Valdes. Zamiast wybić piłkę, zaczął z nią tańczyć i za nic miał kręcącego się w bliskiej odległości Di Marię. Argentyńczyk zakręcił się raz i drugi koło ofermy i... mimo rozpaczliwej interwencji piłka zatrzepotała w siatce. Pustej. Kuriozum. Aż miło było popatrzeć. 

  Miło było też popatrzeć na bramkę Cristiano Ronaldo. Podobno Portugalczyk nie jest w stanie strzelać goli bardziej wymagającym rywalom. Nic bardziej mylnego. Na początku swojej przygody z Realem może i miał pewne trudności z trafieniem do siatki farsy, ale jak już się wstrzelił... No i nie zapominajmy, że to dopiero początek sezonu. Kiedy CR7 złapie formę, to bramkarze rywali znów będą drżeć ze strachu.

¡Hala Madrid!   

Komentarze