Spotkanie Real vs Rayo (2:1) obfitowało w wiele emocji, z których nie wszystkie były pozytywne. Najgorszą wiadomością jest pewnie ta o kontuzji Bellinghama. Anglik zszedł z boiska trzymając się za udo już w 10'. To niestety może być poważniejszy uraz. Zastąpił go Brahim, który zaliczył asystę przy golu Vini.
W 15' na listę strzelców wpisał się Vini. Brazylijczyk tuż po trafieniu pocałował herb Królewskich. To odpowiedź na gwizdy kibiców? A gwizdy były i to w dużej ilości, szczególnie tuż przed początkiem spotkania.
Na drugą połowę nie wyszedł Asencio. Hiszpan od dawna ma problemy zdrowotne, ale póki co nie ma żadnego komunikatu o pogorszeniu kontuzji, z którą walczy, także miejmy nadzieję, że to jednak nic poważniejszego. Na jego miejsce wskoczył Ceballos, który ostatnio też nie może liczyć na wiele ze strony trenera.
W 49' De Frutos pokonał Courtois, który zarówno wcześniej, jak i później, wybronił wiele nieprawdopodobnych piłek. Gdyby nie Belg, Real znowu przegrywałby o wiele, wiele wyżej. Nasz obrona to momentami kpina.
Real niby miał okazje, ale... Jak nie idzie, to nie idzie. W 80' zawodnik Rayo obejrzał bezpośrednią czerwoną kartkę. Bandycki atak Ciss na Ceballos nie mógł przejść niezauważony. Real zaczął wściekle atakować, a Rayo zaczęło się bronić. Dla nich punkt w starciu z Królewskimi to jak wygrana na loterii. Tyle, że podczas jednego z takich ataków Los Blancos Brahim został sfaulowany. Tym razem reakcja sędziego również była prawidłowa: rzut karny. To już było w doliczonym czasie gry. Do jedenastki podszedł Mbappe. Francuz był bezbłędny. W 110' wynik na tablicy wskazywał 2:1. A w 113' drugą żółtą kartkę obejrzał Chavarria i Rayo skończyło to spotkanie w 9.

Komentarze
Prześlij komentarz