Starcie Maroko vs Francja (0-2) początkowo przypominało spotkanie dwóch szachistów, którzy sprawdzają się nawzajem, nie wykonując przy tym ważniejszych ruchów. Maroko było rozważne, zaś Francja spokojna. Trójkolorowi wiedzieli, że gole to tylko kwestia czasu. Ich ataki były zdecydowanie groźniejsze, a poszczególni zawodnicy wymieniali się pozycjami. W 27' Francja stanęła przed możliwością prowadzenia w tym meczu. Do rzutu karnego podyktowanego za faul na Mbappe stanął on sam. I... trafił prosto w bramkarza. Fatalnie wykonany karny. Później zawodnik Realu tłumaczył się, że się rozkojarzył, bo sędzia mówił, że jest karny, potem że go nie ma, bo VAR go sprawdza i, że jednak jest. Sędzia z Argentyny, może stąd to całe zamieszanie.
Mbappe zrehabilitował się w 60'. W 66' podwyższył Dembele i chociaż jeszcze Maroko próbowało coś zmienić, to jednak Francja miała wszystko pod kontrolą. Co jak co, ale Francuzi umieją cierpieć na boisku, a przede wszystkim grają mądrze i umiejętnie zarządzają swoimi siłami. Maroko prezentowało się słabiej. Np. taki wszędobylski Brahim teraz praktycznie nie istniał.

Komentarze
Prześlij komentarz