Co można powiedzieć nt. najnowszego filmu Christophera Nolana pt. "Odyseja"? Wiele rzeczy. Niewątpliwie jest to film spektakularny, widowiskowy, jakiego od dawna nie było, ale... niestety "ale" jest dużo i to jeszcze w tych ważnych kategoriach. Przede wszystkim Nolan wypacza historię i dopasowuje się do tak zwanej politycznej poprawności. Helena Trojańska nie była kobietą o czarnym kolorze skóry! Bogini Atena również nie była Afroamerykanką. Jak w ogóle Afroamerykanie mogą grać starożytnych Greków?! Co za debil to wymyślił?
Nolanowi najwyraźniej marzą się nominacje do Oscarów, bo poszedł na całość. Achillesa gra Elliot Page, kiedyś Ellen Paige. Skąd ten wybór? Swego czasu pojawiła się informacja dla twórców, którym marzą się właśnie Oscary w najważniejszych kategoriach, że jeśli chcą tych nominacji, to muszą zatrudniać różnorodnych aktorów i aktorki, w tym osoby o różnych kolorach skóry, orientacji seksualnej itp. itd.
Okay, zostawmy to i skupmy się na obsadzie jako takiej. To w zasadzie też porażka. Matt Damon - Odyseusz, Anne Hathaway - Penelopa, Tom Holland - Telemach, Robert Pattinson -Antinous, Zendaya - bogini Atena. Ich wszystkich można określić tymi samymi słowami: irytujący, bezbarwni, bez wyrazu, bez charyzmy, nudni, wkurzający. Jedynie Charlize Theron jako Kalipso trzyma poziom.
Komentarze
Prześlij komentarz