W drugim półfinałowym starciu Argentyna pokonała Anglię 2:1, a nagrodę MVP otrzymał... Messi. Za co? Najwidoczniej za teatralne upadki i durnowate uśmieszki, gdy sędzia tradycyjnie udawał, że nie widzi fauli Argentyńczyków. Na pewno nie za grę.
Kontrowersji nie zabrakło jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Messi dostał swojego ulubionego sędziego - jeszcze z nim nie przegrał. Ale trudno, żeby było inaczej skoro Argentyńczycy faulują w swoim polu karnym, powalają Anglików i ani sędzia, ani VAR nic nie widzą / nic nie słyszą i tradycyjnie nic nie będą sprawdzać. Argentyńczycy faulują? Jaki faul?! Anglicy faulują? Kartki! Ta jego bezstronność mogła spowodować u kibiców jedynie odruch wymiotny.
A po meczu Argentyńczycy paradowali sobie z transparentami, że Malwiny (Falklandy) są argentyńskie. FIFA zabrania politycznych manifestacji, ale pewnie z tym też nic nie zrobi. Wszak były clown z katalońskiej szkółki teatralnej to ulubieniec łysego z FIFA. I tylko normlanych kibiców szkoda, bo widzą jaki burdel odwala się na boisku i to w kolejnym meczu, a FIFA w tym czasie pier*oli o fair-play i innych bzdurach, które nie mają żadnego pokrycia w rzeczywistości. Serio, po co komukolwiek kibicować, skoro wygrać ma "Lassie, wróć"?
Komentarze
Prześlij komentarz