Można się było tego spodziewać. Po tym, jak Królewscy odpadli z CdR po porażce z Albacete, nastroje wśród kibiców są... powiedzmy, że nieszczególne. Xabi odszedł. Piłkarzyki od 7 boleści zostały. Wyniki drużyny wciąż są niezadowalające. Czyja to więc wina? Odpowiedź jest prosta: piłkarzyków, którym poprzewracało się w głowach. Ponoć zarząd klubu rozmawiał z piłkarzami i oznajmił, że skoro nie ma już trenera, z którym podobno piłkarzykom było nie po drodze, to nie ma już na kogo zrzucić winy za brak wyników i odtąd wszystkie wpadki idą na konto piłkarzyków. Teraz to oni będą winni.
Mecz z Levante (2:0) był pierwszym meczem z nowym trenerem na Bernabeu. Chyba wszyscy spodziewali się głośnych gwizdów i buczenia na trybunach. Kibice są wkurw*eni i nie zamierzają tego ukrywać. Gwizdy rozbrzmiewały praktycznie do początku do samego końca. Kibice gwizdali na wszystkich, ale najmocniej oberwało się trzem zawodnikom: Fede, Bellingham i Vini. Podobno to właśnie oni najbardziej optowali za zmianą na trenerskiej ławce. A czy tak było? Pewnie nigdy się nie dowiemy. Nie mniej jednak cała trójka dostała solidną porcję gwizdów. Szczególnie Vini zasłużył na takie traktowanie. I to z wielu powodów.
Zostawmy to. Pierwsza połowa toczyła się w leniwym tempie. Czy to była wina kibiców, którzy wyrażali swoje niezadowolenie? Czy to była wina piłkarzy, którzy bali się, że zaraz stracą gola i znowu będzie medialne piekło? A może to była wina Levante, które chciało grać w piłkę? Tak czy inaczej pierwsza bramka padła dopiero w 58', kiedy to Mbappe wykorzystał rzut karny. Bernabeu odetchnęło z ulgą? Raczej nie. Kibice dalej byli wkurzeni. Humory poprawiły im się w 65', kiedy to Raul Asencio podwyższył na 2:0. A potem wszystko wróciło do normy, to znaczy, do gwizdów.
Aha, Arda został MVP. Turek wyszedł na boisko w 2. połowie i gra Królewskich od razu zaczęła wyglądać lepiej.

Komentarze
Prześlij komentarz