Przetrzebiony kontuzjami Real Madrid zadziwiająco łatwo poradził sobie z Manchesterem City. Królewscy wygrali 3:0, a hat-trickiem popisał się... Fede. To nie żart. Kapitan Realu zdobywał gole w 20', 27' i 42'. MC w ogóle nie miało pomysłu na grę, a Haaland był kompletnie niewidoczny.
Oczywiście to pierwsze spotkanie, w przyszłym tygodniu rewanż w Anglii, ale zważywszy na to, że do składu mają (podobno) wrócić Mbappe i Bellingham, a więc ma się zwiększyć siła ofensywna Los Blancos, to MC ma prawo się bać. Tym bardziej, że w tym potkaniu nie pokazali nic ciekawego. Okay, w 56' Vini nie wykorzystał rzutu karnego, który sam wywalczył, ale tak naprawdę to nic nie zmieniło w kontekście całej gry. Ten przetrzebiony kontuzjami Real wyglądał znacznie lepiej, grał pewniej i potrafił wyłączyć z gry największą gwiazdę rywali. Nawet trener MC nie wiedział co się dzieje.
MVP został oczywiście Fede, ale z bardzo dobrej strony pokazali się także Brahim czy Arda, a o Courtois to nie ma co pisać, bo wiadomo, że to klasa światowa. Belg szczególnie popisał się przy bardzo nieudanym i przy tym niebezpiecznym zagraniu swojego młodszego kolegi Thiago Pitarch.

Komentarze
Prześlij komentarz